wtorek, 30 sierpnia 2011

żryj z pikselozą!


Drodzy Państwo, co się działo! Jedna taka wyjeżdża gdzieś tam w delegację. Powód to jak każdy inny, aby się napić i najeść porządnego polskiego jedzenia.






I tak oto się zebrały na ostatnie "Żryj z pikseolzą": A było ich cztery (bez czterdzieści), aby fakt ten uczcić godnie i zacnie (chociaż, wróóóóć - butelek wina ze czterdzieści było, jak sobie autor niniejszej notki retrospekcję wrzucił). I to dobre było!

Podczas gdy Knix i Tix nad garami stały. Miks i Pix od godziny bodajże, obmyślały plan podboju wszechświata...



Poszło sprawnie, poszło szybko, albowiem niektóre dziewki kuchenne, od lat wielu zgodnie z zasadą ową żyją, iż kto się gospochą urodził, paniczem nie umrze.


Miks, jako dobrze urodzona, miała w szafce swojej sztućce złote, sztuk trzysta (słownie: 300-a). Aczkolwiek ktoś je ukradł i się okazało, że my biedne redaktorki pikselozy, normalnymi takimi z ikei jeść musimy. Co więcej, zabrakło słoików po ogórkach i wino z maryjką wypite z plebejskich szklanek być musiało.



Jedzenie, jak to jedzenie, zajmuje trochę czasu. Rozmawiać nie trzeba - żuć wystarczy. Niemniej jednak, okazało się wkrótce, że coś z wolnym czasem zrobić należy...
Pix zajęła się rubikiem (nie wiem w sumie co robi mistrz drugiego planu - Miks, ale zdaje sie że ekhm..)



Tix, zdecydowała się zabrać za rękodzieło...


a Knix porwała do tańca i różańća!




Tymczasem Miks, postanowiła zostać miszczynią drugiego planu...


Hell yeah! Hello Kitty 666!! Dzifki!

Pojadły, popiły.. No i niestety, jak to zwykle pod wpływem wybornego wina z Maryją w ilości sześćtysięcyosiem, postanowiły pobawić się w olimpiadę dla ubogich.

Wpierw, na stół weszła „inteligencja”. Nadmienię tylko, iż główne hasła gry to „fetysz” oraz „przekleństwo”.

Marianka próbowała oszukiwać, wmawiając nam że Woody Allen piszę się przez „Ł”, a łasica to jej fetysz. Semantyka jednakowoż zrujnowała nam grę i  przerzuciłyśmy się na o wiele ciekawszą „Nigdy nie..”. Bardzo szybko się okazało, że wszyscy lecą na wszystkich, ale tylko autor tego posta miał spędzić noc w towarzystwie :P

Gry i zabawy, jak za lat szczenięcych wydały się wszystkim rozrywką wieczoru! Zabawy zręcznościowe poszły na pierwszy więc ogień!

I tak redaktor Pix, próbował pozbawić stanika redaktorkę Knix. Dozwolona jedna ręka była. Kiedy po sekundach 4-ch opadł staniczek Pixa, ta zaczęła się tłumaczyć jakoby Knix miała dwie niezwykle grube koszulki (w zasadzie w kożuchu stała, co widać na zdjęciach) i to uniemożliwiło jej wykonanie zadania.


Niestety, przegrana przegraną. Zręczne rączki piechotą nie chodzą. Sorry:)



Nadmieniać zdaje się nie muszę, że kolejne próby zakończyły się nie większym powodzeniem. A frustracja "s" zenitu sięgnęła, czego dowodem jest napad redaktorki Tix, na redaktorkę Knix...

Rozwodzić się nie ma co. Granice intymności zostały naruszone raz nie dwa nie trzy.

Pożegnanie pożegnaniem = prezenty być musiały! Drodzy Państwo, od dzisiaj w sklepiku pikselozy, do nabycia ta fantastyczna bransoleta ze złota, za jedyne 7 tysięcy kóz (waluta Armenii).


Dzwońciem zamawiajcie, bo naprawdę warto!



6 komentarzy:

  1. Frustracja "s" nawet w tagach sie znalazla! oh maj god :P

    wieczor byl wyjatkowy :D

    ps.
    jeeesuuuu ja juz nie moge!

    OdpowiedzUsuń
  2. ha, ha, ha! dodajmy tylko, że bransoletkę wyślemy pocztą, gdy tylko biedne dzieci z Marymątu ją pomalują, pokleją i zalakierują (hendmejd, fertrejd, chjuztym), a 7000 ormiańskich kóz przyjmę przelewem na swoje konto w Banku Rolnictwa i Wypasu Zwierzyny.

    OdpowiedzUsuń
  3. zapomniałam dodać: Proszę Państwa, naprawdę warto!

    OdpowiedzUsuń
  4. a kolejny odcinek 'połknij to dziwko' już wkrótce proszę państwa :D

    OdpowiedzUsuń